Valladolid i pobliskie Cenoty, czyli moja przepustka do innego świata

W moich wspomnieniach Valladolid miał raczej szaro-bury kolor, a pierwsze co kojarzyło mi się z tym miejscem to super niewygodny hostel, z którego nie mogłam się doczekać aż się wymelduję oraz naprzemienne męczące upały i burze. I wygląda na to, że tak bardzo byłam skupiona na tych niedogodnościach, że zapominałam o miejscach, które podczas pobytu …

Czytaj dalej Valladolid i pobliskie Cenoty, czyli moja przepustka do innego świata

Reklamy

Valladolid i Chichén Itzá

Zgodnie z planem, po krótkim pobycie w Coba, kolejnym przystankiem był Valladolid. Niewielkie miasto położone na Półwyspie Jukatan, które jest popularną bazą wypadową do miasta Majów Chichén Itzá oraz najbardziej popularnej na Instagramie Cenoty - cenoty Ik-Kil. Jeszcze będąc w Coba zarezerwowaliśmy tani hostel na trzy noce, a pierwsze problemy pojawiły się zaraz po dotarciu …

Czytaj dalej Valladolid i Chichén Itzá

Coba – małe miasteczko, gdzie nikt nie zostaje na noc

Po pobycie w Tulum nasz plan wycieczki sugerował kierować się na zachód, by zatoczyć koło poprzez Meridę i Campeche, i wrócić na wschód półwyspu Jukatan i odwiedzić lagunę Bacalar znajdującą się na południu Meksyku, skąd mieliśmy przekroczyć granicę i rozpocząć przygodę w Belize. Pisząc ten post jestem w Peru, niecałe trzy miesiące później. Do Belize …

Czytaj dalej Coba – małe miasteczko, gdzie nikt nie zostaje na noc

Tulum, które rozczarowało i rezerwat Sin Ka’an, który zachwycił.

Tulum bardzo wcześnie dodałam do listy "must see" w Meksyku. Wiele razy powtarzałam Mężowi że koniecznie musimy tam się zatrzymać, i to najlepiej na dłużej nic tylko parę nocy. Po bardzo nastawionych na turystów Cancun i Playa del Carmen, Tulum miało być pewnego rodzaju oazą spokoju znajdująca się poza utartym szlakiem amerykańskich urlopowiczów, z pięknymi …

Czytaj dalej Tulum, które rozczarowało i rezerwat Sin Ka’an, który zachwycił.

Czterdziesty piąty dzień w podróży – po raz pierwszy pomyślałam, że chciałabym być w domu

W podróży jesteśmy już ponad sześć tygodni, i czas ten zleciał nam niemiłosiernie szybko. Mimo, iż nie mogę powiedzieć - "I loved every single second of it" - bo były momenty, które do najprzyjemniejszych nie należały (np. dzielenie małego hostelowego pokoju z Amerykaninem, który calutką noc chrapał tak głośno i przeraźliwie, że zastanawialam się czy …

Czytaj dalej Czterdziesty piąty dzień w podróży – po raz pierwszy pomyślałam, że chciałabym być w domu

Wyspa Cozumel czyli mój karaibski chill

Prom nie zdążył jeszcze dobić do brzegu, a ja już nie mogłam powstrzymać zachwytu i ekscytacji. Kolor morza zmienił się diametralnie, zachodnie wybrzeże całkowicie pozbawione było glonów, a jedyne miasto na wyspie, San Miguel, mimo że wciąż turystyczne, to od samego początku zdawało się mieć znacznie spokojniejszą, karaibską energię. Przy wyspie Cozumel znajduje się jedna …

Czytaj dalej Wyspa Cozumel czyli mój karaibski chill

Dlaczego czuję się w Meksyku trochę mniej bezpiecznie niż dotychczas.

Poniższe zdjęcie zostało zrobione wczoraj telefonem z okna autobusu, podczas gdy jeszcze nie wiedziałam że powodem przez który utknęliśmy w ogromnym korku za Escárcega, była nielegalna blokada drogi zorganizowana najprawdopodobniej w celach (delikatnie mówiąc) zarobkowych, przez miejscową ludność. Mówiąc mniej delikatnie, powodem była blokada rabunkowa. Przez pierwsze cztery tygodnie w Meksyku czułam się bardzo bezpiecznie. …

Czytaj dalej Dlaczego czuję się w Meksyku trochę mniej bezpiecznie niż dotychczas.